W związku z zawieszeniem dyżurów i posiedzeń Zarządu w siedzibie SKPP oraz bieżącej działalności na czas stanu epidemii, wszelkie sprawy dotyczące członków Stowarzyszenia, a także osób objętych pomocą prawną w sprawach ustawy represyjnej są na bieżąco załatwiane telefonicznie i mailowo.


W celu sprawnej realizacji bieżących spraw Stowarzyszenia, mimo utrzymującego się stanu epidemii,
przywrócone zostają dyżury w siedzibie Zarządu SKPP - w każdy wtorek tygodnia oraz doraźnie według potrzeb i pilności spraw oraz potrzeb członków Stowarzyszenia.


Polemika insp. Marcina Brzezińskiego w "Odkrywcy" (nr 11/2012)

 Zamieszczamy treść polemiki insp. Marcina Brzezińskiego, opublikowanej w miesięczniku "Odkrywca" (nr 11/2012) pod tytułem „Stulecie jasnowidzów?”:

 

 

 

          Wiem, lepiej czytałoby się ten tekst, ale nie, nie będzie w nim fajerwerków w postaci opisów udanych jasnowidzeń. Pole w tej sprawie muszę oddać  autopromocjom jasnowidza z Człuchowa Krzysztofa Jackowskiego i jego hagiografom. Mam nadzieję, że przywracam nieco równowagę w przyrodzie, bo została ona niewątpliwie zakłócona już w czerwcu br. wywiadami, których udzielali wrocławskiemu dziennikowi profesorowie kryminalistyki z Uniwersytetów Łódzkiego i Wrocławskiego. Wywiadami, dodam, właśnie hagiograficznymi wobec osoby wymienionego jasnowidza. Rozmowami tymi wspomniani panowie ogłosili faktycznie śmierć dyscypliny, którą akademicko uprawiają. Wczesne dzieje kryminalistyki pasjonująco opisał Jürgen Thorwald w popularnym „Stuleciu detektywów”. Czyżby więc teraz miało nastąpić „stulecie jasnowidzów”? Mówię tak, o kresie dyscypliny, która zawodowo była mi bliska, gdyż jakże inaczej rozumieć to, iż miast chwalić się

osiągnięciami własnymi lub przynajmniej przybliżać postępy kryminalistyki światowej polska uniwersytecka kryminalistyka fascynuje się osobą jasnowidza. Nie od rzeczy wspomnę, że kryminalistyka nie jest li tylko wąską specjalnością policyjną, ale z jej osiągnięć korzystają szeroko inne dziedziny życia, także choćby te, które są bliskie profilowi „Odkrywcy”. Nie podejmuję żadnej merytorycznej dyskusji z wiarą w retrokognicję, prekognicję lub w to, co wśród zjawisk paranormalnych nazywane jest psychometrią. Żeby trochę wypełnić tę lukę – przynajmniej jeśli chodzi o prekognicję – przywołam jedynie zabawny i chyba przekonywujący dla graczy w lotto argument angielskiego fizyka i kosmologa Johna D. Barrowa, że „nie ma czegoś takiego, jak jasnowidzenie – moce metapsychiczne dałyby przecież takiej osobie umiejętność ciągnięcia zysków z dowolnego hazardu”. Nawiasem mówiąc – nawet wiem, że na takie dictum każdy z jasnowidzów wpadnie w górnolotne tony: że oczywiście –rzekomo - „zawodowa” etyka nie pozwala mu w dość niecny sposób wykorzystywać paranormalnych umiejętności. Żartem dorzucę taki oto kazusik: gdyby jednak jakimś cudem udało się „jasno widzieć”, szczególnie numerki na dzień kumulacji, to czy wówczas kazuiści mogliby dopatrzeć się znamion oszustwa?

          Nie podejmuję dyskusji, bo obracamy się właśnie w sferze wiary i nauka nie posiada narzędzi do jej weryfikacji. Nie użyłem słowa „obecnie”, bo jeśli generalnie jestem – najłagodniej mówiąc - sceptyczny, to nie przewiduję, żeby także w przyszłości można było coś pozytywnie w tej materii weryfikować. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że takiej postawie można byłoby zarzucić arogancję podobną do tej, którą przypisano - toutes proportions gardées - lordowi Kelvinowi i innym, wieszczącym pod koniec XIX wieku, u schyłku epoki fizyki „klasycznej”, koniec odkryć fizycznych. W filozofii nauki należy szukać odpowiedzi na pytania, co jest w świecie możliwe. Cytowany już John D. Barrow stwierdził, że „może się okazać, że granice tego, co niemożliwe definiują Wszechświat o wiele silniej niż lista możliwości”. Na razie mamy do czynienia, w przypadku wspomnianych panów profesorów, z dość naiwnymi próbami racjonalizacji. Mowa więc - w odniesieniu do Krzysztofa Jackowskiego, rozmawiającego, według niego samego, głównie ze zmarłymi (!) - o koncepcji aktywizacji u jasnowidza płata czołowego mózgu, powiązaniu wizji z osmologią, czyli nauką o woniach, splątaniu kwantowym jako podłożu teorii tłumaczącej jasnowidzenie, czy zakłóceniach wizji u jasnowidza właściwych dla procesów fizycznych. Obawiam się, że uniwersyteccy koledzy  panów profesorów z nauk nieco bardziej ścisłych mogą te pomysły skwitować tylko wzruszeniem ramion. Zacytuję wybitnego amerykańskiego astronoma i popularyzatora nauki Carla Sagana: „Gdyby powszechnie rozumiano fakt, że przed akceptacją teorii, która ma być elementem wiedzy o świecie, wymaga się odpowiednich dowodów, nie byłoby miejsca dla działalności pseudonaukowej”.

                    Doskonale rozumiem desperację osoby, która w rozpaczy zwraca się do jasnowidza po zaginięciu kogoś bliskiego, nie ganię policjanta, który w bezradności wobec braku śladów chwyta się jasnowidza, rozumiem też eksploratora, któremu przy poszukiwaniu skarbów zawód sprawiła technika. Pozostaje jasnowidz, jego „nieinwazyjna” metoda i fakt, że - „nie zaszkodzi, a może pomoże”. W gruncie rzeczy takie same uzasadnienia podają panowie profesorowie kryminalistyki. Odwołam się do Carla Sagana: „Gdy nasza sytuacja jest dość beznadziejna, wszyscy zbyt chętnie staramy się uniknąć niewygodnego brzmienia sceptycyzmu. Pseudonauka przemawia do silnych emocjonalnych potrzeb, których nauka często nie zaspokaja”. Jednak na tym kończy się moje zrozumienie. Hołubienie jasnowidza przez nauczycieli akademickich nie ma nic wspólnego z otwartością nauki wobec nowych idei i praw natury dotąd nie odkrytych ani z aktem intelektualnej odwagi. Powie ktoś: ale przecież na temat pana z Człuchowa pisane są nawet prace magisterskie! No właśnie, rzeczywiście na uniwersyteckich wydziałach prawa i administracji w Gdańsku i Wrocławiu takie prace powstały. Niestety, są to manowce nauki, brnięcie w tematy podobne do klasycznego sprzed lat „kroku defiladowego w terenie podmokłym”, szkoda na to czasu. Co prawda bocznymi drzwiami, ale jednak, wprowadzana jest pseudonauka na akademickie pokoje. Jeśli bowiem profesorowie kryminalistyki boleją nad niską skutecznością ekspertyz kryminalistycznych, to ich misją powinna być pozytywna zmiana tych wskaźników w wyniku implementacji postępów uprawianej dziedziny, a nie podpieranie się parapsychologicznymi protezami w kształceniu studentów prawa.  Hipotetyczna skuteczność jasnowidza jest czymś innym niż skuteczność ekspertyz kryminalistycznych. Ta druga jest funkcją metody, techniki, aparatury, całego naukowo-technicznego entourage´u, a także dokładności i sprawności ludzkiej i postęp w tym zakresie jest tak oczywisty i możliwy, że chyba nie trzeba tego tłumaczyć. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to dane są bezlitosne i nic tu nie pomoże tłumaczenie, że są one niepełne. Dane policyjne mówią o dwuprocentowej skuteczności Krzysztofa Jackowskiego, czyli według rzecznika Komendy Głównej Policji w granicach błędu statystycznego, natomiast dane fundacji Itaka o skuteczności jasnowidzów dokładnie zerowej. Wolna wola, kto chce, niech sobie wierzy choćby w krasnoludki. Oczywiście nie można zabronić głoszenia poglądów niezgodnych ze swoistą poprawnością naukową (w mniej kontrowersyjnym rozumieniu tych słów niż odpowiednio polityczna), ale głosiciele takich opinii winni liczyć się z rezonansem publicznym, a co więcej – z wpływem na stan poglądów odbiorców. Póki co w świątyniach nauki króluje – i nie zanosi się na zmianę - „metafizyka dominującego zachodniego paradygmatu naukowego”, jak to zgrabnie, choć w zamyśle ironicznie i w kontekście sceptycyzmu wobec nauki jako narzędzia poznania, ujął amerykański psychiatra z Harvard University John E. Mack.

          W czasie swej służby nie spotkałem się ani razu ze skutecznością osób, którym przypisywano zdolności percepcji pozazmysłowej, choć zdarzało się, że byłem obserwatorem takich prób i usiłowali takie osoby wykorzystywać moi podwładni. Wszystkie te próby mogę skwitować jednym słowem z młodzieżowego slangu – masakra. Powstrzymam się więc od ich opisów., bo byłyby żałosne. Jest jeden zaobserwowany element, występujący niezmiennie w kontaktach z panami od zjawisk paranormalnych – są oni wyraziście sugestywni. Ta cecha osobowości łączy ich –

obok umiejętności tworzenia iluzji – z prestidigitatorami. Można byłoby powiedzieć, że nie miałem szczęścia, bo nie natknąłem się na Krzysztofa Jackowskiego. Tylko nie wiem, dlaczego właśnie jasnowidz z Człuchowa, w zasadzie jedyny na całą większą

populację, miałby być obdarzony czymś, co z punktu widzenia ewolucyjnego mogłoby być korzystne dla gatunku homo sapiens. Przez litość przemilczę i daruję sobie komentarz do  mętnych wywodów religijno-egzystencjalnych, zawartych w autobiografii Krzysztofa Jackowskiego. Nie wchodząc w dalsze rozważania posłużę się jedynie cytatem, tym razem z brytyjskiego fizyka i biochemika, noblisty Francisa Cricka: „Jeśli nowe rozwiązanie działa, niezależnie od tego, jak dziwacznie, ewolucja będzie się starała je upowszechnić”. Zjawisk określanych jako paranormalne jakoś nie upowszechniła.

                               

                                                                                          Marcin Brzeziński